Horror terror
Nie wiem, skąd mi się to bierze, ale lubię książki o psychopatach. Takie na przykład “Czarną niedzielę”, “Czerwonego smoka” i “Milczenie owiec” Harrisa czytałam po kilkanaście razy. (”Hannibal” jakoś mniej mi się podoba, głównie z powodu nachalnego uczłowieczania Lectera, a o “Hannibal Rising” — nie wiem, jaki jest polski tytuł — już w ogóle nie warto mówić.)
Parę tygodni temu podczas zakupów świątecznych w American Bookstore (szukałam czegoś dla A. i z zachwytem znalazłam “Cyberiadę” po angielsku!) rzucił się na mnie “Bone Collector” Deavera. Kojarzyłam, że w podobnym klimacie, co Harris, kupiłam. Parę dni temu zdobyłam się na przeczytanie. Sparaliżowany i zgorzkniały specjalista od kryminalistyki bierze (niechętnie) udział w polowaniu na seryjnego mordercę. No niezłe, ale w scenie, gdzie Rhyme dostaje ataku i Amelia go cewnikuje, patrząc ze wzruszeniem na jego końcóweczkę, Deaverowi musiało się odbić Harlequinem. Pasuje do całości jak pięść do nosa.
Może z tego wszystkiego zbiorę się na odwagę i obejrzę “Seven”, “Bone Collectora”, “Zodiac” i jakie tam jeszcze są milczenia owiec. Samo “Milczenie…” obejrzałam zresztą dopiero parę miesięcy temu. Cóż robić, co innego czytać o mordach i flakach, a co innego je oglądać, a ja jednak jestem straszny tchórz… Z drugiej strony, nie sądzę, żeby jakikolwiek inny Straszny Film zdołał mnie tak przerazić, jak “Event Horizon”, a zatem najgorsze już mam za sobą. Teraz niech tylko przyjedzie A. i zrobimy sobie maraton filmów o psychopatach. Zawsze to milej mieć kogoś do wbijania pazurów w ramię (jego, nie moje) przy kwiczeniu ze strachu.