Cloverfield
Ostrzeżenie na wstępie: jeśli masz silną chorobę lokomocyjną, lepiej sobie daruj. Ja mam średnią i tylko dzięki temu, że film generalnie trzymał mnie w napięciu, zorientowałam się, że mi niedobrze, dopiero przy napisach końcowych.
A poza tym to jest to całkiem fajny film o potworach. Obejrzawszy nadal nie wiem, dlaczego tytuł jest taki, jaki jest. Może umyka mi jakieś odniesienie? Może to przypadek z serii “a co miałem wywiesić”? A może po prostu wszystkie dobre tytuły dla filmów o potworach pustoszących miasta już były zajęte?
“Cloverfield” zaczyna się przydługim wstępem, który objaśnia, dlaczego jeden z głównych bohaterów spędzi resztę filmu ganiając z ręczną kamerą (i dlaczego musimy to oglądać). Potem jest potwór, potem jest dużo biegania, potem są mniejsze potwory (po raz kolejny zastosowanie ma zasada, że mały potwór jest znacznie paskudniejszy niż duży), dużo biegania i krzyczenia, znowu duży potwór, bieganie, krzyczenie, itd. Oglądanie filmu z kamery, z którą ktoś spieprzał przed potworami, znakomicie wywołuje chorobę lokomocyjną, stąd wstęp.
Flaków, ku mojemu przyjemnemu zaskoczeniu, prawie nie ma. Tylko jedna scena powoduje dodatkowy podskok żołądka, no, może dwie… ale generalnie suspens jest budowany metodami innymi niż wywalanie na ekran asortymentu sklepu mięsnego.
Uwagi mam dwie. Duże spojlery, więc nie czytać bez obejrzenia.
- cbgjóe ohemąpl jvrżbjpr zvnłol avr glyxb qbfgemrp, nyr v mrżerć wrqartb znłrtb pmłbjvrpmxn? Nxheng.
- pb fvę jłnśpvjvr fgnłb m Zneyraą? Gnx, gnx, htelmłb wą cnfxhqmgjb, nyr pb wą mnovłb? Pupę svmwbybtvpmar jlwnśavravr. Purfgohefgrel olłl qboer j Nyvravr…